Gawędziarze to strażnicy, którzy robią wszystko aby nas chronić przed Zmorami podczas snu. Kilkuletnia Emma zostaje porwana przez tytułowego Inka do alternatywnej rzeczywistości, a jej ciało zapada w śpiączkę. Ojciec Emmy, który dotychczas gonił za dobrobytem, staje przed ponowną szansą naprawienia swoich błędów.

Do tego filmu podchodziłem kilka razy, głównie z uwagi na to, że docierały do mnie skrajne opinie na jego temat. Z jednej - że film jest wspaniały, z drugiej - że kicz klasy C. Osobiście jestem znudzony przetartymi już pomysłami, czego doskonałym przykładem może być ostatnia mega produkcja Avatar, która tak na marginesie poza pięknymi efketami specjalnymi, nic specjalnego do życia kulturalnego nie wnosi. Ale do rzeczy.
Przyznam się bez bicia, że nie byłem przygotowany na tak pozytywne zaskoczenie. Co zaskakujęce, film nie miał swojej premiery w Polsce, poza standardowymi "ściekami" dla masy. Pomimo nieodpartego wrażenia, że film został wykonany domowymi metodami z budżetem rozbitej świnki-skarbonki, z całym szacunkiem mogę powiedzieć, że to doskonały film sam w sobie.
Wyimaginowana, a zarazem mroczna kraina to najmocniejsza strona "Inka" - inspirująca, tajemnicza i lekko przerażająca, a przede wszystkim zmuszająca do myślenia. Sama zagadka zostaje rozwikłana dopiero na samym końcu, sprawiając, że trzymamy kciuki za bohaterów do ostatniej sceny. W moim przekonaniu "Ink" jest bardzo oryginalną produkcją z niebanalnym morałem. Gorąco polecam każdemu - no może z wyłączeniem umysłów Galerianek.