
Już tylko pół roku zostało do wydania GNOME w wersji trzeciej - a wciąż, poza wielkim skokiem numerycznym i wielkimi nadziejami twórców, środowisko nie oferuje nic szczególnego, czy wręcz rewolucyjnego. No tak - jest przecież legendardna stabilność, będąca naturalnym skutkiem powolnych i niewidocznych zmian. Sprawa jest prosta jak drut - kto się nie rozwija, ten się cofa. Tak właśnie jest z GNOME.
Zgodnie z zapowiedziami, wydarzenie wydania nowego krasnala ma być wielką rewolucją, podobną do tej z przejścia KDE 3.5 na 4.0. Prawda jest jednak gorzka, jak herbata w akademiku. GNOME 3 nie zaoferuje nam nic. No bo co to może być? W chwili kiedy usłyszano o Gnome Shell mówiono, że to będzie Plasma Killer, klucz sukcesu nowego GNOME, następcą znanego od lat pulpitu. Dym opadł i teraz mówi się, że będzie już dla niego tylko alternatywą. Potem było wielkie ŁAŁ na Gnome Activity Jaournal - cudo techniki, pokazujące nam, co robiliśmy na komputerze wczoraj - tak na wypadek, gdyby dopadł nas alzheimer. I tu się w praktyce kończą wielkie Boomy nowego GNOME - jak to mówi Monika... Grubo!
Największym problemem GNOMulców była ślepa wiara w to, że GNOME 3 będzię piękny jak sto dwa na osiem gwizdków, a wyszło na to, że guzik się zmieniło - więc co trzeba zrobić? Plan jest prosty, trzeba zrobić nagonkę na innowacyjne KDE, które faktycznie jakieś zmiany posiada - nie tylko wizualne, ale sięgające również korzeni mechanizmów środowiska. Co z tego, że pełne wydania są czasami niestabilne. Osobiście wolę zmiany niż KDE 4.0.904.
Aporpos stabilności GNOME - to tak naprawdę można wcisnąć ją między bajki. Pierwsze z brzegu forum na ubuntu.pl. Co ja widzę? GNOME potrafi marudzić?! No nie wierzę.... No jak to? Rasowy GNOMen powie: "U mnie działa, a ten leszcz to lamuch". Błędy są i będą, czy to w GNOME, czy to KDE - naturalną siłą rzeczy jest to, że błędy są, a jest ich tym więcej, im więcej wprowadza się zmian, które nie okłamujmy się, w tym świecie są wręcz konieczne.
Tym miłym akcentem odpalam moją A1200 - bo jedynie tam, mogę czuć się naprawdę stabilnie. Guru Mediation to już nigdy (prawie) nie występuje.
Prima Aprilis
Dziś to już był jakiś koszmar. Zaczęło się od potrzeby poprawienia klientowi projektu. Niby nic specjalnego, ale czas naglił. Pech chciał, że przy próbie wgrania commitu na serwer, KDE 4 poczęstował mnie crashem. Masakra jakaś. No nic - zdarza się. Ponowna próba również zakończyła się fiaskiem. Dobra, zrobie to inaczej - przerzucę pliki przez ftp - odpalam więc Dolphina w celu wydzielenia plików do wgrania. Kopiuj, a potem wklej. I znów crash. Irytacja sięgła zenitu. Trudno - Konsole, mc i tu była już rozpacz. W jakiś sposób Dolphin wyczyścił mi wszystkie pliki. Agresja się nasyciła do tego stopnia, że przesiadłem się na Gnome ze skutkiem natychmiastowym. Nigdy więcej KDE.











